Prawa autorskie

Zdjęcia, prace, jak i treści zamieszczone na blogu są własnością autorki blogu, jeśli jest inaczej - jest to zaznaczone. Wykorzystywanie, kopiowanie i rozpowszechnianie zdjęć, treści, jak i wzorów autorskich w jakikolwiek sposób, jest możliwe tylko za zgodą autorki bloga.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Już wiadomo...

Losowanie przeprowadzone, a więc już wiem do kogo poleci moja Walentynka...
Tak, tak...ja już wiem, ale narazie Wam nie powiem...
Alicja zabroniła... :D
Zabroniła też pokazywać co będzie Walentynką,
a więc musicie poczekać do 14 lutego...
Wtedy wszystko będzie jasne...
Ja też już nie mogę się doczekać bo Ala zrobiła pary mieszane i nie mam pojęcia od kogo ja dostanę Walentynkę, a już tym bardziej co to będzie...
Do 14 jeszcze kilka dni, ale poczekamy, poczekamy...
a wtedy zobaczymy...
:)T
Tymczasem wkleję Wam fragment książki Janusza Leona Wiśniewskiego "Zespoły napięć", rozdział (opowiadanie pt. "Kochanka")

"Ci starsi, nieżonaci przeważnie z orzeczeń sądów, i ci bardzo młodzi, nieżonaci z definicji, oczywiście nie wszyscy, ale w większości, mieli jedną wspólną cechę: jeśli już nie mieli kłopotów z erekcjami, to mieli erekcje z kłopotami.

Ci młodzi to przeważnie Hormonici. Tak ich nazywałam. Całkowicie na testosteronie i adrenalinie. Nie wiedzieli dokładnie, co robią, ale robili to całą noc. Kłopoty z ich erekcją polegały na tym, że mieli ją znowu po piętnastu minutach, ale dla mnie nic z tego nie wynikało, im zaś się zdawało, że należy im się za to medal. Rano szli dumni jak gladiatorzy do domu, a ja miałam otartą twarz od ich dwudniowego zarostu i obolałą pochwę od ich adrenaliny.

Ci w moim wieku najpierw całe wieczory opowiadali, kim już są lub kim zostaną wkrótce, a zaraz potem mieli umiarkowane, normalne erekcje, ale byli za to za bardzo oczytani. Naczytali się instrukcji obsługi łechtaczki, punktu G, wiedzieli wszystko o grze wstępnej i oksytocynie i traktowali mnie jak kino domowe. Naciśnij tutaj, przekręć gałkę tam, trzymaj dwa wciśnięte przyciski przez minimum pięć sekund i będziesz miał najlepszą jakość obrazu i najlepszy dźwięk. Ale to nie działa. Kobiety nie są szafkami z IKEI, które da się zmontować według instrukcji.

Ci około pięćdziesiątki byli przekonani, że są tak samo piękni i tak samo ważni jak te wszystkie tytuły lub stanowiska na ich wizytówkach. Mieli więcej siwych włosów, ale spokoju także mieli więcej. Potrafili dłużej czekać, przeczytali więcej książek, mieli więcej do opowiedzenia o swoich eksżonach i zawsze płacili wszystkie rachunki. A potem w nocy byli tak zajęci spowodowaniem, utrzymaniem lub wzmocnieniem swojej erekcji, że całkowicie zapominali o tym, po co ją chcą spowodować, utrzymać lub wzmocnić. Zapominali całkowicie o mnie, skupieni na swoim czternasto- lub mniej centymetrowym ego. Potem rano znajdowałam w torebce ich żałosne wizytówki, z których byli tacy dumni."

Oceńcie sami... :)

3 komentarze:

  1. Oj tam już zabroniła ;p POPROSIŁA ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę wyolbrzymiłam... ;)
    Poprosiła, poprosiła... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ach ty - a ja taka niecierpliwa:P:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Zapraszam ponownie... :)